Historia zatoczyła koło? Czy to faktyczny krok naprzód dla branży, czy raczej powrót do PRL-u w nowoczesnym wydaniu?
Państwowy egzamin dla prezenterów dyskotekowych i didżejów został wprowadzony w 1974 roku, a przepisy regulujące kwalifikacje zostały uchylone w 1991 r. Co oznaczało, że każdy, kto chciał w tym czasie legalnie grać w klubach czy dyskotekach, musiał zdać egzamin państwowy i uzyskać licencję DJa. Egzamin organizowało Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a kandydaci musieli wykazać się wiedzą muzyczną, znajomością prawa autorskiego i umiejętnościami miksowania. Dopiero po jego zdaniu mogli oficjalnie występować publicznie.
Po deregulacji zawód DJa stał się całkowicie wolny, bez egzaminów, licencji czy papierów. Każdy mógł zacząć grać i rozwijać się w swoim tempie, a jedynym prawdziwym egzaminem była reakcja publiczności.
I właśnie teraz w 2025 roku Ministerstwo Kultury wprowadza coś, co brzmi jak powrót do dawnych czasów, czyli kwalifikację „Wykonywanie działań didżeja” na poziomie 6. Polskiej Ramy Kwalifikacji, czyli tym samym, co licencjat. Aby ją uzyskać, trzeba zdać egzamin teoretyczny i praktyczny. W części praktycznej kandydat ma przygotować i zagrać seta z minimum 50 utworów dostarczonych przez organizatorów. Całość oceni pięcioosobowa komisja ekspertów, a proces certyfikacji prowadzić będą Stowarzyszenie Didżejów Licencjonowanych i DJ Promotion. Koszt? Około 3 tysięcy złotych.
Brzmi poważnie, ale też budzi sporo pytań. Czy ten certyfikat realnie coś zmieni? Czy stanie się wymogiem przy graniu na imprezach organizowanych przez samorządy i instytucje publiczne? A może w końcu pozwoli DJom na oficjalne uznanie zawodu, możliwość rozliczania stażu artystycznego czy większą ochronę prawną?
Z drugiej strony, czy komisja rzeczywiście będzie w stanie ocenić kreatywność, styl, feeling i umiejętność czytania tłumu, czyli to, co definiuje prawdziwego DJa? Czy egzamin nie zamieni się w kolejne biurokratyczne „zaliczenie seta”, które z prawdziwą sceną klubową ma niewiele wspólnego?
Branża DJska w Polsce dojrzewa i naturalne, że pojawia się potrzeba uregulowania pewnych kwestii. Ale pytanie brzmi czy potrzebujemy certyfikatów, by być DJami? Czy to faktycznie pomoże środowisku, czy tylko doda papierek do portfolio?
Czy państwowy certyfikat DJa to krok w dobrą stronę, czy raczej niepotrzebny powrót do przeszłości?
